6 Obserwatorzy
33 Obserwuję
emiliateofilanowak

Emilia Teofila Nowak

Autorka powieści obyczajowej pt. "Piromani", twórczyni bloga www.fabryka-dygresji.blogspot.com

Hejt na vlogerki książkowe

— feeling doubt
Tak naprawdę dzisiejszy wpis nie będzie miał nic wspólnego z prawdziwym hejtem, który definiują bezpodstawność zarzutów i chęć ulżenia sobie poprzez zniszczenie psychiki innego człowieka. Mój hejt na vlogerki książkowe będzie raczej wyżaleniem się, bo choć bardzo chciałabym trafić na dobry vlog, traktujący o książkach bądź tematyce okołoliterackiej, niestety, wszechświat i wszechwiedzące chmury tagów odmawiają mi tej możliwości.
 
http://startupstockphotos.com/
Przeanalizowałam kilka, może kilkanaście vlogów. Tych najpopularniejszych i tych mniej popularnych. Widziałam różne blogi, różne dziewczyny, przeważnie te same książki - o czym zaraz. U każdej z vlogerek irytują mnie oczywiście inne rzeczy - jedna się garbi, inna drze ryja, nie wiadomo po co, jeszcze inna ucieka wzrokiem od obiektywu, jakby działa się w nim jakaś szatańska orgia. Większość popełnia jednak te same błędy, i to z ich winy nie mogę znaleźć w sieci nic w miarę dobrego. Wobec tego postanowiłam podzielić się z Wami moimi uwagami, bez podawania konkretnych przykładów, kto co robi. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że jeśli przez przypadek jakaś vlogerka trafi tutaj, to może przeczyta i zacznie nad sobą pracować, albo wymyśli nową, lepszą koncepcję swojego programu. 
Zacznę od tego, co najbardziej rzuca się w oczy, czyli od prezencji, a w zasadzie jej braku
Moim zdaniem, jeżeli jest się prezenterem, nieważne, czy w telewizji, czy w internecie, czy podczas szkolnego dnia patrona, trzeba nie tylko jakoś wyglądać i jakoś się wypowiadać, ale dbać o to, by wyglądać jak najlepiej i wypowiadać się co najmniej poprawnie. 
Dzięki polskim vlogerkom książkowym uświadomiłam sobie, że mamy w kraju coraz poważniejszy problem z nadwagą.Sporo vlogerek to niestety grubasy. 
Czekam na lincz.
Ale najpierw, zanim zostanę obrzucona kamieniami tudzież zużytymi podpaskami, chciałabym poprosić, byście a) stanęli na wadze i zobaczyli, czy jesteście upoważnieni do wygarnięcia mi grzeszków, b) przeczytali jeszcze raz to zdanie kilka wierwszy wyżej, gdyż nie napisałam, że wszystkie vlogerki to tłuste foki, tylko że sporo. 
A w dodatku hipokrytki, hue, hue, hue. 
No co? Taka prawda. Obejrzałam jeden filmik i obśmiałam się jak norka, ponieważ będąca przy kości vlogerka ubolewała, że nie ma czasu czytać książek. Tego nie rozumiem. Prowadzi na YT swój program o książkach, ale nie ma czasu ich czytać - też widzicie tu paradoks, prawda? Ponadto, do najchudszych nie należała. Zamiast wobec tego ślęczeć przed kamerą kilka długich godzin w tygodniu, proponowałabym zabrać się za czytanie książek. A jeśli prowadzenie bloga o książkach jest wynikiem jakiejś nowej mody, nie zaś prawdziwej pasji (nad tym też się ostatnio zastanawiam), to niech dziewczyna spojrzy w lustro, czego i gdzie ma za dużo, a później ruszy tyłek i pójdzie pobiegać. (Mogłabym to napisać w komentarzu, ale musiałabym zaspamować sporo stron taką samą treścią, jaką zamieściłam w poście pt. 10 zalet bycia grubasem). 
Nie chodzi mi o to, że ulegam stereotypowi prezenterki, że ma być młoda, piękna, chuda i cycata. Nie. Ale ponieważ sama jestem stara, ruda, gruba i cycata, traktuję ten problem bardzo subiektywnie. Wydaje mi się, że rzucenie się w wir jednego zajęcia (np. prowadzenia bloga na YT), jest doskonałą wymówką, by przestać (lub nigdy nie zacząć) zapieprzać po parku w adidasach. (Żeby nie było, zapieprzam, mam świadków, są postępy, myślę nawet o zaprezentowaniu kiedyś na Fabryce dygresji metamorfozę. O ile dojdzie do skutku, ale powinno być dobrze). Dziewczęta, apeluję do Was z tego miejsca, dbajcie o siebie, błagam. Nie patrzy się na Was źle, bo macie (w większości) piękne buzie, dobrze zrobione makijaże i przepiękne włosy (jedna z Was zwłaszcza), ale więcej ruchu na pewno Wam nie zaszkodzi. A jeśli chcecie narzekać, że nie macie czasu na czytanie książek, proponuję olać ciepłym moczem prowadzenie kanału na YT albo zmienić specjalizację z literatury na program o gastronomii.

http://kaboompics.com/one_foto/896/young-woman-thinking-with-pen-while-working-studying-at-her-desk
Ponadto razi mnie w przekazie sztuczność. Przeciąganie słów. Silenie się na dowcipność albo przebojowość, co totalnie niektórym youtuberkom nie wychodzi. Jakaś dziwna, niepotrzebna, przesadzona gestykulacja. I szczebiotanie. Dziewczyny pod trzydziestkę szczebioczą jak nastolatki, a w ich pokojach widać misie i jakieś kucyki pony, poustawiane między książkami (być może znów wychodzi tutaj mój problem z sobą, bo nie przepadam za maskotkami), i zamiast lektur stosownych do ich wieku, mówią o poradnikach dla nastolatków czy książkach typu To nie jest książka. (Ok, wciąż kocham Harry'ego Pottera, ale bez przesady)!
Mimika też potrafi porażać. Vlogerki często wyglądają, jakby albo samo mówienie sprawiało im ogromny ból, albo jakby cierpiały na zatwardzenie. Chce się w takich momentach zrobić klasyczny face palm
Najgorsze są jednak błędy. Błędy językowe. Okropne. Obślizgłe i przebrzydłe. Bardzo fe. Oraz zająknięcia, częste "yyyy", prawda, i tak dalej, no więc właśnie, sratatata, i inne. Na filmikach widać cięcia. Dlaczego więc, skoro wideo jest przed opublikowaniem edytowane, nie można skorygować również takich potknięć? Czy dziewczyny prowadzą vlogi o książkach tylko dla samego prowadzenia, bo inne tak robią, więc nie obchodzi ich w ogóle jakość tych nagrań? Czy też po prostu są zbyt leniwe, by się tym zająć?
Przykład z życia. Kiedyś wrzucałam na bloga beznadziejne zdjęcia. Po tym, jak zwrócono mi na to uwagę, staram się korzystać albo ze zdjęć z sieci, albo po prostu przykładać się do cykania fotek, a następnie delikatnie, tam gdzie potrzeba, obrabiać je, by nikomu z braku estetyki nie ukruszyły się po drugiej stronie monitora kontakty. 
 
www.splitshire.com/cinderella-reads-a-book/
Kilka dziewcząt ma też poważny problem ze stresem. Chwała im wobec tego za to, że są na tyle odważne, by stanąć przed kamerą i powiedzieć kilka słów do przyszłych widzów. To na pewno wiele im daje. Problem w tym, że na daną chwilę, kiedy program dopiero powstaje, są we własnym domu, samiuteńkie, w ciszy i błogim spokoju. Po co więc się denerwują, jąkają, wykręcają sobie palce? Spokojnie. Weźcie parę oddechów. Jesteście paniami na włościach, królowymi we własnej krainie. Więcej pewności was nie zabije. Czy to ze strachu nie patrzycie w obiektyw? Bo to kolejna na liście rzeczy, która niebywale mnie irytuje. Mówicie do człowieka. Wyobraźcie sobie przez chwilę, że kogoś naprawdę obchodzą Wasze słowa. Słucha tego, co mówicie, a wy strzelacie oczyma to w lewo, to w prawo, to w górę, gdy próbujecie sobie coś przypomnieć, bo nie chciało wam się napisać kartki z tym, co macie powiedzieć w programie. Bardzo mnie to odpycha. Bardziej nawet niż głosy totalnie nie nadające się do prowadzenia jakiejkolwiek audycji - wiecznie zakatarzone, bardzo niskie i męskie, szorskie, albo wręcz przeciwnie, brzmiące mniej więcej tak:
 
 
Mam nadzieję, że jeśli jesteś vlogerką książkową i czytasz ten tekst, to zdążyłaś się już nieźle zirytować i następnym razem pokażesz mi, że jesteś na tyle zdolną osobą, że kolejny filmik nagrasz dużo lepiej, a przynajmniej przemyślisz słabsze punkty swojego programu i zastanowisz się, jak je ulepszyć.
 
Niestety, hejt na vlogerki książkowe wcale się tutaj nie kończy. 
By widz mógł dobrze przyjąć treści programu, należy dopracować go pod względami technicznymi
Mati i ja często rozmawiamy o tym, by poprowadzić jakiś program w internecie. Najlepiej o kulturze, bo on taki bardziej pop, a ja taka bardziej classy (przynajmniej chciałabym). Nie wydaje mi się, bym była najlepszą osobą do gadania przed kamerą z kilku względów. Przede wszystkim, nie lubię gadać, wolę słuchać i pisać. Ponadto nie mam odpowiedniej osobowości. W ogóle nie mam osobowości, jakby spojrzeć na to z boku, bo głównie skupiam się na kumulowaniu i przetwarzaniu. Nieistotne, mała, egoistyczna dygresja. Dążę do tego, że w kluczowym momencie mojej i Matiego dyskusji pada stwierdzenie: no dobra, a masz kamerę i mikrofon? Wówczas patrzymy się na siebie bezradnie. Pozostaje tylko wzruszenie ramionami i zmiana tematu. Do następnego spotkania, kiedy znów zaczniemy rozmawiać o vlogach, o naszej przyszłości oraz o niedoborach sprzętowych, wynikających z niedoborów finansowych. To chyba kwintesencja naszego pokolenia, tej z przełomu lat 80. i 90. minionego wieku. (Tym razem trafiła się dygresja z niezłym podsumowaniem).
Reasumując, jeśli nie dysponujesz odpowiednim sprzętem, poważnie się zastanów. Albo nad sensem prowadzenia programu, który będzie później wyglądał jak kadr wyjęty z beznadziejnie zapowiadającego się filmu Piksele, albo nad załatwieniem sprzętu.
 
http://georgeyanakiev.com/
Rozumiem. Początki są trudne. Nawet Lekko stronniczy nie dysponowali od samego początku rewelacyjnej jakości kamerą. Ale zawsze było ich dobrze słychać i dobrze widać, a potem już coraz lepiej. Tymczasem, jeśli chodzi o jakość nagrywanych przez Was odcinków, jest gorzej niż źle. Jakość jest zatrważająca. Albo nie słychać, albo są jakieś pogłosy, dźwięk nie zgrywa się z wizją, obraz jest źle wykardowany. Wszystko to sprawia, że czuję się jakbym przeżywała właśnie jakiś ? schizofreniczny koszmar. 
 
Oczywiście, nie ma programu bez tematu.
Czyżby? Nie w przypadku polskich vlogów książkowych!
Tutaj można mówić do woli o niczym. A przynajmniej o niczym własnym, tylko na tematy podchwycone z ust innych, bardziej kreatywnych vlogerek. Wszystkie programy składają się mniej więcej z tego, że jakaś dziewczyna przeczytała książkę. Potem zaś o niej mówi. O tym, o czym książka traktuje, czy szybko się czytało (bo to obecnie jest rzecz jasna najważniejsze), a później krótkie podsumowanie, dokładnie takie, jak u sąsiadki z YouTube, żeby tylko nie mieć własnego zdania. I żeby wydawnictwo, które przesłało egzemplarz recenzencki, było zadowolone i dało następny egzemplarz
Nie jest tak?
Może i nie jest. Ale tak to wygląda. A jak cie widzo, tak cie piszo! 
Nie można byłoby jakoś bardziej kreatywnie? Z polotem? Albo chociaż kilkoma ciekawostkami? Jak doszło do napisania tej książki? Może jakieś kontekty kulturowe? Coś? Cokolwiek?
 
Ja wiem, że łatwiej krytykować niż samemu zrobić coś porządnie, że to dwie różne rzeczy. O książkach wolę jednak pisać, a jeśli już mówić - to tylko z drugą osobą, by mogła zachodzić natychmiastowa interakcja. Lubię patrzeć na moich rozmówców, zwłaszcza, gdy toczymy dysputę o lekturach. Zwłaszcza w przypadku Jagody mojej kochanej. Kiedy opowiada o jakiejś wspaniałej książce, jej oczy zawsze błyszczą w taki niesamowity sposób, który mówi mi, że nie tylko czytała, ale była. Była tam, z tamtymi bohaterami, w tamtym świecie, i w pełni go zrozumiała, poczuła. Naprawdę. Uwielbiam te momenty. 
 
Jagoda, moja modelka, pewnie mnie zabije, ale to zdjęcie i tak już od długiego czasu hula po sieci
Posłuchać o książkach też bym mogła, w Internecie zwłaszcza, ale gdzie, moi drodzy? Bardzo Was proszę o podrzucenie linków do Waszych ulubionych vlogów o książkach. W komentarzu albo na Facebooku. To mogą być też Wasze autorskie programy na YT. Może dzięki temu wreszcie znajdę odpowiadający mi styl? Nie wykluczam, że wówczas może nawet odszczekam część z dzisiejszych zarzutów, notabene bardziej wniosków z obserwacji. Żeby to zrobić, muszę mieć jednak odpowiedni materiał, więc nie czekajcie - spamujcie. I dorzucajcie się do hejtu na vlogerki książkowe lub brońcie ich zaciekle! Czekam na Wasze odczucia w tej sprawie. 
Źródło materiału: http://fabryka-dygresji.blogspot.com/2015/08/hejt-na-vlogerki-ksiazkowe.html